Szydełko

W gnieździe nad oknem stara jaskółka
od rana piła na nerwy ziółka.
Drapała piórka ciemne na głowie,
próbując przypomnieć od rana sobie,
gdzie zapodziała szydełko do włóczki,
bo chciała zrobić torebkę dla wnuczki.

Kłębek na stole czerwienią się mieni,
a małe szydełko gdzieś diabli wzięli.
Spojrzała jaskółka wokół bezradnie,
zaczęła przeglądać rzeczy nieskładnie:
but wytrzepuje, narzutą potrzącha,
i pod pokrywki w patelniach zagląda.

Przez lupę sprawdza dno od akwarium
i grzebie pazurem w owadzim terrarium.
Na kuckach przegląda całą podłogę
i rzecze zmęczona: „Dalej nie mogę”.
Zagląda jeszcze do kufra wielkiego,
mieląc pod nosem: „Do licha ciężkiego!”

Strudzona na fotel kuperkiem opada,
mając zagwozdkę przed sobą nie lada
i jak oparzona podfruwa raz-dwa,
gdy coś ją w jaskółczy kuperek dźga.
W miękkim fotelu, w środku dokładnie,
malutkie szydełko tkwi sobie bezładnie.

Klasnęła z radości w skrzydła jaskółka.
Wylała do śmieci na nerwy ziółka.
Rozsiadła kuperek w fotelu wygodnie,
chwyciła szydełko w skrzydła swobodnie,
chcąc zrobić modną torebkę dla wnuczki.
„Do licha!” – krzyknęła – „Gdzie kłębek włóczki?”