Sprzeczały się w lesie małe skrzaty, kto dalej wystrzeli kulę z armaty.
Podział zrobiły na dwie drużyny, by podjąć się szybko tej dyscypliny.
Uwija się sprawnie pierwsza gromada, kulę do lufy armatniej wkłada,
bierze zapałki, podpala lont i kula znika daleko stąd.
I nie dostrzega gromada cała, którą z tras kula przez niebo obrała.
Zmęczone patrzeniem, gdzie kulę strzał niesie, rozeszły się skrzaty do domów swych w lesie.
Tymczasem kula zmartwiona swym losem, mknie na spotkanie z ciemnym kosmosem.
I lecąc wciąż dalej, prosto do góry, spostrzega daleko planetę Merkury.
I wie już na pewno, że nic nie poradzi i ową planetę sobą zawadzi.
Jak pomyślała, tak też się stało, stuknęła Merkury siłą swą całą.
Merkury wzruszony prędkości nabiera, Wenus z przestrachu bez ruchu zamiera.
Lecz nie ma już czasu na czcze myślenie,bo czuje na głowie swej uderzenie.
I cudem unika zderzenia z Ziemią, omija gwiazdy, co jasno się mienią.
I lecąc dalej, z całym impetem, uderza w kolejną po Ziemi planetę.
Mars, choć niewielki, wprawiony w ruch wpada w Jowisza ogromny brzuch.
Ten obracając się z cichym buczeniem, stuka w Saturna jasne pierścienie.
Ruszony Saturn aż gubi wióry, zawadza Urana niechcący z góry.
Uran do lotu siłą zmuszony uderza Neptuna a ten poruszony
wpada na Pluton, co tkwi na końcu i wszystkie planety zmierzają ku Słońcu.
Tymczasem na Ziemi minęła godzina. Zebrała się skrzatów druga drużyna.
Z ogromnym wysiłkiem armatę ładuje, kulę z ołowiu do lufy pakuje.
I w towarzystwie huku wystrzału kula startuje w kosmos pomału.
Szybkości nabiera wciąż metr za metremi mija kilometr za kilometrem.
Leci ku Słońcu, gdzie planet gromada, jedna na drugą z rozmachem wpada.
I kula z ołowiu z całym impetem wpada na Pluton – ostatnią planetę.
Pluton spowalnia i w miejscu staje, punktem oporu Neptuna zostaje.
Neptun w wyniku tego zderzenia, prędkością z Uranem się wnet zamienia.
A Uran prawie do zera hamując, Saturna gwałtownie przy tym stopując,
w wyniku przypadku niechcący sprawia, że Saturn Jowisza prędkości pozbawia.
Mars od Jowisza się wtem odbija, Ziemię zastygłą obok omija
i Wenus stuka, prawie hamując, na końcu Merkury w miejscu wstrzymując.
I tak w wyniku wpadania na siebie powstał porządek pierwotny na niebie.
Na koniec morał się musiał przyplątać- każdy bałagan da się posprzątać.