Lekkie Rymy

Dziwne zoo

Tuż za bramą, w zoo ogrodzie pingwin ślizga się po lodzie.
I na pierwszy oka rzut jazda idzie mu jak z nut.
Nie odpycha się stopami lecz rysuje lód łyżwami.
Skąd je wziął? Kto to wie? Jak podjedzie, spytam się.
Zaraz obok, za kratami szympans bawi się kluczami.
Kręci nimi i podrzuca, skacze na nie i przykuca.
Klucz pasuje mu do klatki – jego własnej – małpiej chatki.
Skąd go wziął? Kto to wie? Jak podskoczy, spytam się.
Tuż po lewej, na wybiegu, blond peruka miga w biegu.
To żyrafa – włos do pasa – tak beztrosko sobie hasa.
A do tego, ja się pytam, skąd ma lakier na kopytach?
Skąd go wzięła? Kto to wie?  Jak podbiegnie, spytam się.
Trochę dalej, tuż za płotem, obok stawu z lepkim błotem,
leżą dwa hipopotamy: eleganckie młode damy.
Obie w wielkich kapeluszach i kolczykach złotych w uszach.
Skąd je wzięły? Kto to wie? Jak przyczłapią, spytam się.

Po sąsiedzku w klatce pręt a na pręcie siedzi sęp.
Wzrok mu utkwił gdzieś na chmurach, torbę damską ma w pazurach.
Błyszczy klamra, świecą sprzączki, puszcza w klatce sęp zajączki.
Skąd wziął torbę? Kto to wie? Jak podfrunie, spytam się.
A w terrarium, za szybami, widzę węża ze sztućcami.
Doskonałą ma zabawę, bo widelcem je potrawę.
Ogon mocno trzyma sztuciec jakby mu próbował uciec.
Skąd go wziął? Kto to wie? Jak podpełźnie, spytam się.
Za zakrętem, w klatce z brzegu, struś pcha rower po wybiegu.
Koła wciąż się obracają i strusiowi frajdę dają.
A co chwilę, ot tak sobie, dziobem klakson mocno dziobie.
Skąd wziął rower? Kto to wie? Jak podjedzie, spytam się.
Dalej, tam, gdzie płynie rzeczka, gra krokodyl na skrzypeczkach.
Zgubił smyczek pod krzakami. Szarpie wszystkie struny kłami.
Tak melodia gra mu w duszy, że zatykać trzeba uszy.
Skąd wziął skrzypce? Kto to wie? Jak podpłynie, spytam się.