Znam zwierzęta całe szare:
każde ciężkie ponad miarę,
żadne się nie mieści w dłoni.
Poznaj najpierw stado słoni.
Wielkie, szare niczym góry,
trąbą mogą sięgnąć chmury.
Gdy jest upał – chłodzą twarze –
uchem wielkim jak wachlarze.
A do tego kły słoniowe
zdobią ich słoniową głowę.
By ich słońce nie paliło
biorą w błocie kąpiel miłą.
Mało śpią, a resztę dnia,
jedzą w koło, co się da.
Drugi zwierzak – łatwo orzec –
to po prostu nosorożec,
co na przodzie głowy ma:
duży róg, a w sumie dwa.
Lubi życie sam – bez stada –
tam, gdzie błota jest gromada.
Tak jak słoń, przez większość dnia,
zjada w koło, co się da.
Chociaż słaby jego wzrok,
za to słyszy każdy krok.
Hipopotam trzeci będzie
pośród szarych zwierząt w rzędzie.
Chociaż w wodzie lubi bywać –
wcale w niej nie umie pływać.
A jak przyjdzie mu ochota –
brnie przez gęste, lepkie błota.
Można z dala go usłyszeć,
bo uwielbia głośno krzyczeć.
Gdy wyczuje zagrożenie –
biegnie szybko, niestrudzenie.
Chciałbyś pewnie, po kryjomu,
zabrać któreś z nich do domu?