buty na wysokiej szpilce.
Gdy ubierze w nie racice
i założy cud spódnicę,
będzie – niczym baletnica –
paradować po ulicach.
Wnet do sklepu się udała.
Przymierzała, wybierała.
I znalazła wymarzone –
szpilki skórą obleczone.
Takie właśnie zakupiła
i do domu zataszczyła.
Pędem nogi w nie ubrała
i na błoto wyleciała.
A tu nagle – ku zgryzocie –
szpilki jej ugrzęzły w błocie.
Świnka nocy nie przespała,
sprawę butów przemyślała
i nad ranem wyruszyła
kupić to, co wymyśliła.
Chce tym razem wziąć sandały,
by się lepiej nóg trzymały.
Takie ładne – na paseczki –
z przodu kwiat i dwie gumeczki.
Przymierzyła, zapłaciła
i do domu wyruszyła.
Pędem nogi w nie ubrała
i na błoto wyleciała.
Lecz niestety przez sandały
fury błota przepływały.
Świnka ręce załamała –
znowu buty złe wybrała.
Oka w nocy nie zmrużyła –
tylko w kołdrę się wtuliła –
i dumała, co najlepiej,
kupić w obuwniczym sklepie.
Plan najnowszy miała taki,
by tym razem wziąć kozaki.
Z zamszu, byle nie za jasne
i szerokie, nie za ciasne.
Takie właśnie zakupiła
i do domu powróciła.
Pędem nogi w nie ubrała
i na błoto wyleciała.
Kozak – oblepiony błotem –
twardy stał się, no a potem,
śwince nogi w nich utkwiły
i zdjąć ich nie miała siły.
Namoczywszy kozak drogi
z ulgą uwolniła nogi.
I stwierdziła, że dla świnki
są najlepsze balerinki.
Z rana już siedziała w sklepie
i mierzyła jak najlepiej,
by jej buty pasowały
i by obcas był nie mały.
I wnet białe balerinki
stały się własnością świnki.
Pędem nogi w nie ubrała
i na błoto wyleciała.
Nowe butki jasne były
i się szybko zabrudziły.
Choć wydała stos pieniędzy,
buty miały wygląd nędzny.
Świnka siadła pupą w błocie,
myśląc smutno o kłopocie.
A tymczasem prawda taka:
w błoto lepiej na bosaka.