Leży kamień przy kamieniu,
myśląc o swym przeznaczeniu.
Kto je stworzył, no i po co?
Żeby leżeć dniem i nocą?
Kamień duma twardą głową,
czy opłaca się być sobą,
czy go może ktoś docenić,
gdy nie może kształtu zmienić.
A tymczasem obok – łąką –
biegnie mrówka za biedronką.
Obie w słońcu w berka grają,
później w trawie przysiadają,
tam, gdzie chłodny cień kamienia,
daje chwilę do wytchnienia.
Innym razem chłopiec mały
bierze w ręce kamień biały.
W domu pędzlem i farbami
zdobi kamień obrazkami.
Kładzie dzieło w pokoiku,
tuż przy łóżku, na stoliku.
Biegły dzieci nad strumieniem,
wzięły w kieszeń trzy kamienie.
I puszczały w wodzie kaczki,
strasząc ryby, żaby, raczki.
Nie zjeżdżalnia, nie huśtawka –
dzisiaj kamień – to zabawka.
Gdy szedł starzec kwietną łąką,
kamień oświetliło słonko.
Wziął go w ręce, oszlifował
i małżonce podarował.
Teraz zamiast brylanciku,
błyska kamień w naszyjniku.