Siedziała sowa na starej sośnie i wygłaszała wokoło radośnie,
że będzie wszystkim od dziś doradzała, bo wszystkie rozumy już pozjadała.
Pierwsze przybyły do niej zające, zapytać, gdzie rosną mlecze na łące.
I gdzie koniczyna rośnie soczysta oraz gdzie woda jest w lesie czysta?
Sowa bujnęła się w tył na drzewie: „Drogie zajączki, sęk w tym, że nie wiem.”
Następnie przybiegła borsucza rodzina, chcąc wiedzieć, kiedy zaczyna się zima?
Czy już jest pora nazbierać zapasy, by przeżyć zimne i śnieżne czasy?
Sowa bujnęła się w tył na drzewie: „Miłe borsuki, sęk w tym, że nie wiem.”
Przytupał też jeż, by spytać grzecznie: czym igły naostrzyć mógłby skutecznie?
Czy znaleźć do tego kamyczek mały, czy trzeć igłami o ostre skały?
Sowa bujnęła się w tył na drzewie: „Kochany jeżyku, sęk w tym, że nie wiem.”
Na końcu niezgrabnie przyczłapał łoś, chciał się od sowy dowiedzieć coś:
po co mu rogi, niech sowa mu powie, bo ciężko je dźwigać ciągle na głowie.
Sowa bujnęła się w tył na drzewie:
„Najdroższy łosiu, sęk w tym, że nie wiem.”
Zwierzęta zaczęły rozchodzić się w koło, a sowa za nimi krzyczy wesoło:
„Ja wiem najwięcej na całymi świecie. Wiem wszystko prócz tego, co właśnie chcecie.”