Straszne miasteczko

Na poddaszu, w kamienicy
przy ulicy Czarownicy,
mieszka wiedźma z czarnym krukiem,
białą myszką i borsukiem.
Długi nos ma, tak jak w bajkach,
a na nosie tkwi kurzajka.
Nie ma w domu nigdzie kotła,
miotłę pupą dawno zgniotła.
Nie zna zaklęć ani czarów,
nie przyrządza też wywarów.
We dnie głośno wciąż złowieszczy,
w nocy chrapie, aż dach trzeszczy.
 
Krętą wstęgą pośród dachów, 
wije się ulica Strachów.
Tam, gdzie okna skrzą się błyskiem,
mieszka potwór z miłym pyskiem.
Nie ma szponów ani kłaków
i nie straszy już dzieciaków.
Nie śpi w mule ani w błocie,
zamiast dżdżownic je łakocie.
Lato spędza na balkonie,
bo uprawia pelargonie.
Zimą się nie nudzi wcale –
dzierga nietoperzom szale.
 
Tuż nad rzeką, gdzie brzeg prawy, 
ciągnie się ulica Zjawy.
Mieszka na niej stary duch,
trochę tchórz a trochę zuch.
Dzień przesypia pod pierzyną
na poduszce z pajęczyną.
Prześcieradła dawno zgubił,
kiedy jeszcze straszyć lubił.
Teraz bawi się ze sobą 
w wielkim holu z garderobą.
Zawsze biegnie ile tchu, 
gdy do lustra krzyknie „buuuu.”